przejdź do zawartości



 

Rozmowa z Piotrem Bartoszewiczem-Malickim, zatrudnionym na stanowisku szefa wydziału w Komisji Europejskiej

1. Jak wspomina Pan swój konkurs na urzędnika UE? Jakich rad z punktu widzenia osoby, która pomyślnie przeszła przez procedurę rekrutacyjną, mógłby Pan udzielić osobom planującym podjąć to wyzwanie?

PBM: Konkurs, który zdawałem pod koniec roku 2003 na ówczesne A8, a dzisiejsze AD 5 - ‘public administration' wspominam bardzo dobrze. Pamiętam, że było bardzo dużo kandydatów, a EPSO organizowało testy pisemne w sporych salach w kilku miastach w Polsce; były więc duże emocje i uczucie uczestniczenia w historycznym wydarzeniu. Potem zdałem jeszcze konkurs dla AD 7 z EU10 w roku 2005, AD 8 dla EU27 w specjalizacji 'zwalczanie nadużyć finansowych' i wreszcie, w trzecim podejściu, konkurs na naczelników wydziałów dla EU10. Zasiadałem też w jury konkursu dla AD 5 - ‘ekonomia' dla EU10 w roku 2006/2007. Oto moje porady dla osób, które planują wziąć udział w konkursach:<

Do testów z wiedzy o UE/rozumienia tekstu/arytmetyki najlepiej jest uczyć się z książek zawierających testy lub na stronach internetowych z testami. Jeśli ktoś nie ma żadnej wiedzy o UE, warto także przeczytać jakąś monografię, ale nie musi to być coś ogromnego czy bardzo specjalistycznego - rzetelne przeczytanie i przyswojenie wiedzy z np. '12 lekcji o Europie' powinno wystarczyć. Im więcej testów się zrobi, tym lepiej; należy je też robić w założonym czasie. Stosowane obecnie przez EPSO testy komputerowe dają możliwość poprawiania ewentualnych błędów, a do zadań arytmetycznych stosowania kalkulatora. Książki z testami zawierają też komentarze i praktyczne porady, 'skróty' arytmetyczne itp. Istnieje technika zapisywania się na wszystkie konkursy, niezależnie od posiadanych kwalifikacji/doświadczenia zawodowego, języka (na przykład zapisywanie się na konkursy dla greckich prawników tylko po to, aby ćwiczyć w 'warunkach pola walki'). EPSO jednak wprowadziło niedawno procedury utrudniające takie ćwiczenia.
Przed testem pisemnym warto przeczytać książkę w rodzaju ‘how to write en essay', wiedzieć coś o głównych wydarzeniach gospodarczych, politycznych, społecznych w UE w danym roku, umieć podzielić swój tekst na kilka paragrafów przekazujących po jednej głównej myśli/opinii. Ważniejsza, według mnie, od epatowania szczegółami i wyrafinowanym słownictwem (co oczywiście nie zaszkodzi) jest umiejętność przekazania swych głównych poglądów i uzasadnienia ich. Tekst musi być przejrzysty, zrozumiały, logiczny, zaplanowany, nie ma się co martwić, ze w stresie zapomni się tego czy innego nazwiska, daty lub liczby. Schludność tekstu też ma znaczenie, proszę pamiętać, że każdy z oceniających czyta kilkadziesiąt esejów, i nawet podświadomie może źle oceniać te, których czytanie go meczy. Nie męczmy jurorów :-)

W egzaminie ustnym najistotniejsze są: dobre samopoczucie, wiara w siebie, uśmiech, komunikatywność, łatwość nawiązywania kontaktu wzrokowego z innymi ludźmi, podejście pozytywne i kooperujące. Oczywiście wiedza ma bardzo duże znaczenie, ale jeśli dotarliście Państwo do ustnego, to znaczy, że ją macie; teraz trzeba się pokazać jury, jako ktoś z kim się będzie dobrze pracowało, kto da sobie radę w nowym miejscu, środowisku wielokulturowym, w biurokracji. Odradzam ostentacyjny eurosceptycyzm; nadmierne podkreślanie polskiego punktu widzenia bez żadnej wrażliwości na możliwe w UE inne punkty widzenia (typowe 'pułapki' to rozszerzenie o Ukrainę, stosunki z Rosją, równouprawnienie)i wdawanie się w sprzeczki z jury. Doradzam za to parę lekcji języka przed egzaminem, z native speakerem albo z doradcą personalnym, a podczas samej rozmowy jak najczęstsze używanie zdań afirmatywnych, z „tak", z elementami pozytywnymi - to zapada w podświadomość jurorów. Trzeba się chwalić swoimi sukcesami, a trudniejsze momenty z życiorysu zawsze uzupełniać opowiedzeniem jak się z nich z sukcesem wyszło.

2. Jak mógłby Pan opisać specyfikę pracy w instytucjach UE? Czym, według Pana, można zachęcić młodych Polaków do ubiegania się o stanowiska urzędnicze?

PBM: Praca w instytucjach UE daje wiele zadowolenia, szczególnie, jeśli się, tak jak ja, głęboko wierzy w sens całego przedsięwzięcia, w to, że każdy z urzędników na swój sposób przyczynia się do poprawy jakości życia 500 milionów ludzi, w tym 40 milionów Polaków. Wymieniłbym następujące cechy, częściowo różne od polskiej administracji:
Różnorodność/wielowymiarowość - unijna administracja ma wiele twarzy/stylów zarządzania, podejmowania decyzji, kompetencji, 'kultur' korporacyjnych, rodzajów zadań do wykonania. Istnieje wspólne poczucie misji i przynależności do Instytucji, sporo wspólnych, wystandaryzowanych systemów informatycznych i administracyjnych, wspólne trzy języki robocze. Natomiast gama zadań, na jakie można natrafić wewnątrz jest bardzo szeroka: od klasycznego przygotowywania nowych aktów prawnych, monitorowania przestrzegania przez państwa członkowskie aktów już uchwalonych, zatwierdzania połączeń przedsiębiorstw i pomocy publicznej, prowadzenia analiz ekonomicznych skutkujących zaleceniami dla krajów członkowskich, oceny wniosków od finansowanie z budżetu UE i przygotowywania tegoż; poprzez własne badania naukowe i wdrażanie technologii (Joint Research Center), po kontrole upraw i połowów; dochodzenia w sprawie nadużyć przeciw interesom finansowym UE, śledztwa przeciw kartelom, aż do współpracy w wymiarze sprawiedliwości stosunków zewnętrznych, czy współpracy wojskowej. Dla Instytucji UE pracują prawnicy, ekonomiści, humaniści, dziennikarze, audytorzy; inżynierowie, chemicy, biologowie, policjanci, wojskowi, dyplomaci, tłumacze, korektorzy, asystenci, kierowcy. Przepraszam wszystkich, których pominąłem.

Są miejsca gdzie pracuje się głównie po angielsku, są takie gdzie głównie po francusku, rzadziej po niemiecku. Różne są style zarządzania - od bardziej hierarchicznego, nakazowego, po bardzo otwarty, konsultatywny. 'Południowy' styl życia i pracy styka się i miesza z 'północnym', etyczne korzenie katolickie z prawosławnymi i protestanckimi; niemiecka i francuska kultura prawna z brytyjskim 'common law'. Nordycka otwartość i przejrzystość z ostrożnością i poufnością. Wiara w 'niewidzialną rękę rynku' z wiarą w interwencję państwa, liberalizm z socjalizmem, zachowawczość z wolą zmian. Jasne więc, że łatwiej jest się tu odnaleźć mając głowę otwartą na odmienność i inność, chęć zrozumienia nieznanego i nowego, tolerancję, wolę wsłuchiwania się, spokojnej dyskusji. A także cierpliwość, ponieważ czasem trzeba więcej czasu do podjęcia decyzji. Ale, dzięki otwartym, spokojnym uzgodnieniom; podejmowane decyzje są, z reguły, wysokiej jakości i nie wymagają późniejszych zmian, zaczynania wszystkiego od początku.

Poza czynieniem dobra w fascynującym, różnorodnym środowisku i wspierania polskich interesów narodowych jako zachętę dodałbym czynnik materialny. Mimo, ze życie w Brukseli i Luksemburgu jest drogie w porównaniu do Polski, zarobki w instytucjach europejskich pozwalają na wzięcie kredytu na zakup mieszkania czy domu, samochodu, wakacje, życie na dobrym poziomie. Zatrudnienie ma charakter dożywotni lub długoletnich kontraktów, z dobrymi warunkami emerytury i zabezpieczeniem dla rodzin w razie choroby lub śmierci urzędnika. Pracodawca zwraca od 85 do 100 % poniesionych kosztów opieki zdrowotnej, mocno wspiera doskonalenie zawodowe, zwalcza wszelkie przejawy dyskryminacji, molestowania czy mobbingu w pracy, zachęca do zmian profilu miejsca pracy, daje możliwość pracy na część etatu, w ruchomych godzinach, częściowo w domu, urlopów bezpłatnych i niskopłatnych wychowawczych z gwarancja ponownego zatrudnienia. Dzieci urzędników mają zapewniona możliwość bezpłatnej nauki w szkołach europejskich, w pięcioletniej szkole podstawowej wg programu polskiego i po polsku, w siedmioletnim liceum wg programu zawierającego dużo elementów języka polskiego/historii/kultury, zakończonego międzynarodową maturą zdawana po angielsku, francusku lub niemiecku.
W zamian Instytucje UE oczekują rzetelnej pracy, uczciwości, integralności etycznej, godnego reprezentowania Instytucji na zewnątrz, nie szkodzenia interesom UE. Dla UE poza Brukselą i Luksemburgiem można też pracować w 27 reprezentacjach w stolicach państw członkowskich, licznych rozmieszczonych w całej UE oddziałach Joint Research Center i agencjach, wreszcie w ponad 130 delegacjach na całym świecie.

3. Proszę powiedzieć kilka słów o życiu w Brukseli. Jak Pan odbiera atmosferę tego miasta? Jakie okoliczności łagodzą pracę z dala od rodzinnego kraju?

PBM: Bruksela da się lubić, to stosunkowo małe miasto jak na stolicę (1mln ludzi), bardzo zielone, z dominującą zabudową szeregową, z bardzo zmienną pogodą, ale dłuższym okresem 'zieloności' roślin; z transportem publicznym i siecią ulic na przyzwoitym, choć nie rewelacyjnym poziomie. Atutami tego miasta są:
- bliskość Paryża, Londynu, Amsterdamu, Kolonii, morza i gór (niewysokie, ale urocze Ardeny);
- ogromna ilość dobrych restauracji, piwiarni, sporo ciekawych muzeów, galerii, wydarzeń kulturalnych, festiwali;
- niezłe kina, sklepy, centra handlowe;
- przyzwoity, choć czasem przestrzały standard mieszkań;
- wielobarwność, różnorodność, wielokulturowość;
- z reguły zrelaksowani, spokojni ludzie, atmosfera 'ciesz się życiem i pozwól żyć innym';
- bardzo dobra, choć droga, opieka zdrowotna;
- dobre przedszkola (europejskie przyjmuje od 4 roku życia).

Oczywiście powyższe oceny są subiektywne i znam wielu ludzi, którzy na Brukselę, Belgię i Belgów niemiłosiernie narzekają - że brudno, drogo, usługi na niskim poziomie, brak szacunku do klienta, hipermarkety zamknięte w niedziele, biurokracja uciążliwa, ciągle pada i są chmury, włamania do mieszkań i kradzieże torebek z samochodów, ludzie nie mówią po angielsku i są aroganccy, eurokratów traktują z zawiścią i chcą oskubać z ostatniego eurocenta.
Moim zdaniem nie ma miejsc bez wad, a jeśli chce się gdzieś parę lat pomieszkać, zdrowiej dla psychiki jest znajdować w otoczeniu zalety, a tych Bruksela naprawdę ma sporo. Warto po prostu poświęcić chwilę na przyjrzenie się jej, nauczenie, posmakowanie; nie zrażać się drobiazgami, wyławiać to co piękne i chyba tez pozbyć się przekonania, ze 'Zachód', 'Europa' to tylko blask, blichtr, luksus, turbo szyberdach. Mentalność Belgów to mentalność ludzi, którzy już się dorobili, którzy chcą raczej ochraniać to co maja i dobrze żyć, niż gorączkowo się rozwijać i bogacić. Szanują indywidualizm, tolerancję, prywatność, grzeczność. Oprócz potrzeb klienta w sklepie postrzegają tez potrzeby personelu, uważają, że długa przerwa na obiad to podstawowe prawo człowieka i że zawsze można się jakoś dogadać.
Dodam, że do Polski nie jest znów tak daleko - do rodziców we Wrocławiu jesteśmy w stanie dojechać w ciągu jednego dnia, lata tam też jedna z tanich linii lotniczych, inną można niedrogo dolecieć do Warszawy. Wspaniale funkcjonuje sieć polskich eurourzędników, jest polski bar przy Parlamencie, polska sekcja w szkole europejskiej, dobrze funkcjonujące Przedstawicielstwo przy UE, Ambasada i Konsulat w Belgii, polskie msze u Dominikanów i w kaplicy katolików europejskich. Jest sporo polskich sklepów z żywnością, fryzjerek, wypożyczalni dvd, księgarni, firm budowlanych, opiekunek do dzieci i pomocy domowych.

Ostatnia modyfikacja strony: 2009.12.11, 13:37.